czwartek, 5 czerwca 2014

Zwroty grzecznościowe


         Chińska etykieta językowa jest widocznie inna niż polska. Głównie jeśli chodzi o częstotliwość używania zwrotów grzecznościowych, oraz sposoby zwracania się do nieznajomych.
        Jak w nauce każdego języka, tak i w chińskiego, pierwszym zwrotem, który poznają adepci jest 你好(nǐ hǎoczyli dzień dobry. Jednak po bliższym zapoznaniu z chińskim i Chińczykami, okazuje się, że nie jest on tak użyteczny jakby się mogło wydawać. Po prostu prawie nikt go tutaj nie używa, jak już, to najczęściej robią to obcokrajowcy. Co w takim razie mówią przy spotkaniach? To bardzo obszerny temat, ponieważ zależy to od pory dnia, relacji między osobami czy stopniem zażyłości.
Najpopularniejszym (i jednym z dziwniejszych) powitań jest 你吃了吗?(Nǐ chīle ma?, co dosłownie oznacza: czy już jadłeś? i używane jest aby wyrazić troskę o drugą osobę. Można by je porównać z polskim jak się masz?, tylko w tym wypadku nie odpowiedź jest najważniejsza. I zazwyczaj nie jest ono poprzedzone innym zwrotem. Dość nieformalne, zwracamy się tak zazwyczaj do znajomych lub do osób o niższej pozycji (np. dorosły do dziecka, nauczyciel do ucznia, ale nie odwrotnie). Absolutnie nikt też nie używa popularnego wśród obcokrajowców 你好吗?(Nǐ hǎo ma?)- również  jak się masz?
Bardziej oficjalne (i nie tak częste) są 您好(Nín hǎoDzień dobry Pan/Pani oraz 早上好 Zǎoshang hǎo i 晚上好 (Wǎnshàng hǎo) – dosłownie good morning i good evening. Właściwie to pierwsze słyszałam tylko z ust uczniów, a późniejsze wydają się być w ogóle nie używane. Popularniejszym sposobem formalnego zwracania się do nieznajomych/nauczycieli jest tytuł lub nazwa stanowiska plus . Na przykład 老师好(Lǎoshī hǎo- dzień dobry, nauczycielu.
Oczywiście istnieją też króciutkie, wykrzyknikowe powitania w stylu! (Hāi!), !Zǎo!czy bardzo ostatnio popularne angielskie hello. To zresztą nie jedyne zapożyczenie z języka Szekspira. Coraz więcej Chińczyków (w każdym wieku), zamiast żegnać się tradycyjnym 再见 (Zàijiàn) czy慢走 (Màn zǒu) znaczącego dosłownie idź wolno i będącego grzecznym do widzenia, używa zwrotu bye bye.
Gdy mamy już za sobą pierwsze powitanie, w języku chińskim koniecznie zwracamy się do innych osób używając tytułu wynikającego z ich stanowiska. Jeśli go nie znamy, to chiński oferuje nam też bogaty zestaw zwrotów znaczących Proszę Pani/Proszę Pana. Na przykład 小姑娘 (Xiǎo gūniáng) i 美女 (Měinǚ) do młodej dziewczyny, 先生 (Xiānshēng) do mężczyzn, czy 小姐(Xiǎojiědo kobiet w średnim wieku. Ten ostatni zwrot znaczy dosłownie mała siostra (chociaż może też oznaczać prostytutkę, więc lepiej uważać przy używaniu go) i odzwierciedla skłonności Chińczyków do nazywania znajomych pseudonimami lub słowami zapożyczonymi od nazw członków rodziny.
Poza tym, do znanych nam osób zwracamy się do nazwiska dodając zawód. Na przykładzie nazwiska
(Gāo):  do nauczyciela -  高老师,  do menadżera 高经理, do sekretarki - 高秘书.
Przy tak bogatym zasobie słownictwa, wydawałoby się, że Chińczycy to naród, który bardzo ceni grzeczność. Faktycznie, używanie odpowiednich tytułów jest ważne, gorzej jeśli chodzi o zwroty grzecznościowe. Wchodząc do budynku nie ma się co spodziewać odpowiedzi na powitanie, właściwie Chińczycy w ogóle nie używają żadnych zwrotów grzecznościowych w sklepach. Ani dzień dobry, ani proszę, ani dziękuję. I często nie wiedzą jak zareagować na dziękuję. Częstą odpowiedzią jest  zakłopotane nie ma za co lub po prostu zdziwione spojrzenie.
斯红梅

Z czym to się je? część 2. Skorpion na śniadanie

Korzystając z okazji przebywania w tak egzotycznym kraju jak Chiny, głodna nowych doznań, za namową koleżanki wybrałam się na ulicę Wangfujing <王府井>, gdzie jak słyszałam można skosztować chińskich rarytasów. Główna część ulicy, najeżona po obu stronach markowymi sklepami, galeriami handlowymi i drogimi restauracjami zaskoczyła mnie swoim niemalże europejskim czy amerykańskim designem. Wystarczyło jednak wejść w jedną z bocznych uliczek, w labirynt budyneczków o krzykliwych kolorach, udekorowanych charakterystycznymi czerwonymi lampionami by znaleźć się w zupełnie innym świecie. Otoczona morzem skośnookich, czarnowłosych postaci, dopiero tam poczułam magię prawdziwych Chin.

Wejście na ulicę Wangfujing

Przechadzając się wąskimi uliczkami najstarszej części ulicy Wangfujing, natknęłam się na cieszące oko i kuszące zapachami ostrych przypraw, straganiki wypełnione azjatyckimi przysmakami. Wśród nich znaleźć można było egzotyczne owoce, szaszłyki z różnego rodzaju mięs, a także nieco bardziej „ekstremalne” przekąski J Za szybami wystaw, w kubeczkach, bądź na tackach leżały ponakłuwane na patyczki do szaszłyków owadzie larwy, rozgwiazdy, węże, jaszczurki, kalmary oraz skorpiony różnych rozmiarów. Skusilibyście się? Przyznam, że nie byłabym sobą gdybym natychmiast nie zdecydowała się spróbować którejś z tych rzeczy.
 Moim pierwszym wyborem były małe skorpionki smażone na głębokim tłuszczu. Chrupiące i nieco słonawe smakiem przypominały… chipsy. Zachęcona udanym pierwszym kulinarnym eksperymentem próbowałam coraz to nowych „przysmaków”. Pod spodem znajdziecie kilka fotografii przedstawiających cóż  takiego udało mi się posmakować J


 "Brać, wybierać, decydować... i niczego nie żałować" :)
 Spróbować czy nie spróbować? Oto jest pytanie!
 Może już czas na dodatkową porcję białka? 
Rozgwiazda - podejście pierwsze
Mały bonus, czyli takie tam ze skorpionkami :)
雷倩



Kwadratura koła

Czy to samochód z przyczepką na której znajduje się sterta śmieci?


Oczywiście, że nie! To rower z przyczepką... Co prawda w internecie roi się od tego typu zdjęć, ukazujących Chińczyków podczas transportowania przeróżnych przedmiotów, ale fajnie było to w końcu zobaczyć na żywo. Brawa dla Pana. To wygląda prawie jak Tetris. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem pod wrażeniem!


皮可欣

Dlaczego zamiast ryby dostaniesz wieprzowinę

Gdy zawitacie w chińskiej restauracji niektóre terminy potraw mogą być bardzo mylące. Wiele nazw jest prostych i nijak skomplikowanych (ryż z kurczakiem, jajecznica z pomidorami), lecz są dania, które mają swoją historie, a przede wszystkim ciekawe nazwy! Dowiecie się na przykład, dlaczego w nazwie dania przyrządzonego z wieprzowina znalazł się znak na rybę '鱼‘.

Gongbao Jiding (宫保鸡丁)
Najpopularniejsze danie kuchni syczuańskiej. Jest to pokrojony w kostkę kurczak przyrządzany z orzeszkami, ostrą papryką, cebulą, porem i dużą ilością przypraw. Osobiście jest to moje ulubione danie chińskie, serwowane w jednej z stołówek na terenie kampusu. 
Za twórce dania uważany jest Ding Baozhen, gubernator Syczuanu w okresie panowania dynastii Qing. Istnieje dużo różnych opowieści, według których Ding, albo podpatrzył sposób przyrządzania mięsa w restauracji, albo też istniejącą już potrawę syczuańską przyrządził na wzór dań, które jadał na północy, dodając używane w prowincji ostre przyprawy. Danie nazwano gongbao (宫保)- od noszonego przez niego tytułu honorowego. Jiding(鸡丁)znaczy po prostu kurczak.

Mapo Doufu (麻婆豆腐)
Jest to drugie popularne danie z prowincji syczuańskiej. To połączenie tofu zestawione z pikantnym chili oraz sosem na bazie fasoli. Często gotowane z sfermentowaną czarną fasolą i mielonym mięsem, najczęściej jest to wieprzowina lub wołowina.
'Ma' oznacza 麻子, czyli osobę zniekształconą przez ospę lub trąd. 'Po' 婆 tłumaczy się jako "stara kobieta, babcia", stąd 'Mapo' (麻婆) to stara kobieta, której twarz została pokryta ospą. Zatem danie jest czasami tłumaczone jako "Twarz po ospie Pani Tofu".
'Dofu' (豆腐) oznacza po prostu tofu.

Yuxiang Rousi (鱼香肉丝)
Kolejne syczuańskie danie, zwane również "plastry wieprzowiny o smaku ryby". 
Nazwa tego dania pochodzi od ryby o słodkim zapachu. Twórcą potrawy jest szef kuchni z prowincji syczuańskiej w czasach wczesnej republiki. Danie "zapach ryby" składa się z soli Chuan, soi, cukru białego, imbiru i czosnku, a głównym składnikiem jest mięso wieprzowe. Jak widać to danie nie ma nic wspólnego z rybą, lecz szef kuchni wykorzystując przyprawy i metody stosowane w Syczuanie uzyskuje smak przypominający rybę. Yuxiang jest jednym z najbardziej znaczących smaków w Chinach. Kucharz powinien zrównoważyć składniki tak dobrze, aby uzyskać idealny smak.
SMACZNEGO!

皮可欣

środa, 4 czerwca 2014

Z czym to się je? część 1. Pekińskie smaczki

Pekin to miasto cieszące się różnorodnością nie tylko kulturową, ale również kulinarną - o czym mogłam przekonać się wkrótce po przyjeździe do państwa środka. Nie mogłam wręcz doczekać się skosztowania nowych potraw, zbadania czym raczą się Chińczycy podczas posiłków, oraz przekonania się, czy ryż jest tu istotnie nieodłącznym elementem posiłków.

Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, iż Chińczycy upodobali sobie jedzenie trzech głównych posiłków w ciągu dnia – śniadania, obiadu i kolacji, do których spożywania wyznaczyli sobie konkretne godziny. Ciekawostką jest to, że w Chinach przerwa obiadowa zaczyna się o godzinie 11.30 i trwa półtorej godziny. Ten czas przeznaczany jest na zjedzenie posiłku oraz drzemkę. Taki zwyczaj panuje zarówno w szkołach, jak i w większości miejsc pracy. Praktycznie podczas każdego posiłku na stołach restauracji i stołówek niezmiennie króluje ryż; nie sposób się jednak temu dziwić, ponieważ daje uczucie sytości i jest bardzo tani. Cena miseczki ryżu waha się od 1(50 groszy), niekiedy do 0.22元 (11 groszy).


Kuchnię chińską charakteryzuje ogólny misz-masz. Najczęściej spotykane są dwa typy dań. Pierwszym z nich są kopczyki ryżu, które w zależności od indywidualnego wyboru mogą zostać pokryte miksem warzyw, mięsem, jajkiem lub owocami morza. Drugim są tak zwane hotpoty, czyli ogrzewane metalowe misy wypełnione wodą, do której wrzucane są zamówione wcześniej składniki. Drodzy czytelnicy; jeśli wpadniecie kiedy z wizytą do państwa środka i przyjdzie wam głowić się nad plątaniną czarnych, tajemniczych znaków na karcie menu w restauracji, to chciałabym zachęcić was do spróbowania kilku najbardziej znanych i przepysznych dań. Dla wielbicieli kurczaka polecam 宫爆鸡丁<gong1bao3ji1ding1>; nieco bardziej konserwatywnych zachęcam do spróbowania jajecznicy z pomidorami西红柿炒鸡蛋<xi1hong2shi4chao3ji1dan4>. Natomiast wielbiciele ekstremalnych doznań na języku nie powinni pogardzić nieziemsko os  trym tofu 麻婆豆腐 <ma2po2dou4fu>. 


Oto przykład stołówkowego jedzenia. Prawda, że wygląda apetycznie?

雷倩

Wielkie Wspinanie się po Murze

Na pewno słyszeliście o stwierdzeniu, że Wielki Mur Chiński to jedyna budowla widoczna gołym okiem z kosmosu. Ale czy to rzeczywiście prawda? Szczerze mówiąc bardzo w to wątpię. Pozwólcie, że zabawię się w badaczkę i powiem: "To niemożliwe!" Miałam problem, żeby wyraźnie dojrzeć fragmenty muru, które były zaledwie kilkaset metrów ode mnie. Jakim cudem miałabym zobaczyć te fortyfikacje będąc w kosmosie? 


Wybierając się na wycieczkę chyba miałam zbyt duże wymagania i oczekiwania, ponieważ sam mur bardzo mnie rozczarował. Odniosłam wrażenie jakbym wspinała się po górach. Mur będę go tylko wspominać jako nieustająca męczarnia wchodzenia po niekończących się schodach. Jakież było moje zdziwienie, gdy nagle 70-letnia Chinka zaczęła mnie na nich wyprzedać. I tutaj nasuwa się pytanie: czy to moja kondycja jest taka słaba, czy może to chińskie geny są takie dobre? Wiem, że co roku na Wielkim Murze odbywa się bieg maratoński. Szacunek dla wszystkich, co w nim startują. Przynajmniej przekonałam się na własnej skórze, że raczej do takich wyczynów się nie nadaję.


Nasi chińscy nauczyciele bardzo pragnęli nas zmotywować do przejścia jak największego odcinka fortyfikacji. Razem z 雷倩 udało nam się dojść do wyznaczonego celu, w którym miałyśmy odebrać nagrody w postaci koszulek, jednakże jak się potem okazało, były one przeznaczone dla pierwszych 15 osób. Jak już się domyślacie, niestety się nie załapałyśmy. 
Warto też wspomnieć, że podczas zwiedzania Wielkiego Muru Chińskiego byłyśmy dla Chińczyków nie małą atrakcją. Czasem nawet większą niż sam "Mur 10 000 Li", bowiem wielu Azjatów podchodziło i prosiło o wspólne zdjęcie, rozmawiało z nami, pytało skąd pochodzimy i dziwiło się, że totalnie różne od siebie dziewczyny (inny kolor włosów, inny kolor oczu, odcień skóry) mogą być jednej narodowości.


Tak jak już wspomniałam, Wielki Mur Chiński nie zrobił na mnie zbyt dużego wrażenia, ale co zwiedziłam to zwiedziłam. Najlepiej zobaczyć i przekonać się samemu, bo może "a nóż, widelec" ktoś z Was będzie bardzo zadowolony z wyprawy. Przyszłym wspinaczom po Murze Chińskim życzę miłej zabawy!

皮可欣

Polityka jednego dziecka - efekt domina



                Wierzę, że o polityce „jednego dziecka” nie muszę wspominać. Obecnie sytuacja zelżała znacząco i pary nie decydują się na dzieci tylko z tych samych powodów, co w Europie – kolidowania z karierą oraz faktu, że ich po prostu nie stać. Polityka „jednego dziecka” oprócz oczywiście ‘korzyści’ w postaci wolniejszego wzrostu demograficznego, co było jej celem oraz minusów, takich jak szeroki rozwój czarnego rynku aborcji, problemów na wsi z pomocą przy gospodarstwie, znaczącej nierówności płci – mężczyzn, których w tej (warto zaznaczyć - wcześniej) patriarchalnej społeczności rodziło się więcej (w sumie ściślej mówiąc pozwalano, by rodziło się ich więcej) od kobiet, małej ilości osób niepełnosprawnych… To są efekty, które można przewidzieć. Jednakowoż zmiany w chińskim społeczeństwie, tutejszej mentalności, poszły kilka kroków dalej. Polityka ta miała, i nadal ma, gigantyczny wpływ na kształt i kierunek kształtowania się obecnej generacji mieszkańców Państwa Środka. Niektóre zmiany w sumie były do przewidzenia, niektórych dałoby się domyślić, jednakże kilka jest absolutnie zaskakujących. Poznając coraz to więcej osób z czasów polityki kontrolowania narodzin, odkryłam kilka ciekawostek.
(*tekst tyczy się osób do około 26 roku życia)


                Obecna generacja młodych Chińczyków jest absolutnie uzależniona od rodziców. Słuchają się ich na każdym kroku – a propos studiów, miejsca zamieszkania, pracy, czy założenia rodziny. Rodzice również starają się zapewnić swojemu jedynemu potomkowi jak najlepszą edukację i start w przyszłość. Rodzi to albo infantylnych 20latków, którzy nie wiedzą, czego chcą, ani nawet czego mogliby chcieć od życia, i na każde pytanie odpowiadają, iż zależy to od decyzji rodzicieli, albo narcystycznych, egoistycznych osobników, na których utrzymanie, nawet w wieku 26 lat, łożą rodzice; którzy uważają, że nie muszą pracować i oczekują od ojca i matki zakupu mieszkania, samochodu i nieraz nawet pomocy przy znalezieniu pracy.

                Przez dążenie rodziców, by dziecko miało jak najlepszą edukację, oprócz wiedzy książkowej Chińczycy nie mają pojęcia o świecie. Do opuszczenia przez nich rodzinnego gniazda wybierając się na studia, niemile widziane jest, by nawet zadawać się z osobą płci przeciwnej. Gdy w czasie lekcji nauczyciel przyuważy rodzące się uczucie między dwojgiem ludzi, od razu wzywa się ich rodziców, a ich samych rozsadza lub przenosi do innych klas. Także pod względem uczuciowym i związkowym, ludzie w wieku 20-20paru lat zachowują się jak gimnazjaliści.

                Jak wspomniałam wcześniej, w Chinach jest ogromna różnica między ilością kobiet a ilością mężczyzn. Jest to idealna sytuacja do wykorzystania dla kobiety. Chłopacy starają się zaimponować dziewczynom, ba - muszą! W czasie studiów objawia się to płaceniem za obiad czy zakupy drugiej połowy, noszeniem za nią torebki, odprowadzaniem do drzwi akademika (wejść nie mogą, a i dziewczyny nie za bardzo ich zachęcają), spędzaniem z nią długich godzin, wyrzucaniem znajomych płci żeńskiej z wechata... W późniejszych latach, by mężczyzna był brany pod uwagę na kandydata na partnera, musi ‘przynajmniej’ mieć wyższe wykształcenie, stałą pracę, mieszkanie, skuter lub najlepiej samochód, oraz oczywiście 户口 jakiegoś większego miasta, najlepiej Pekinu. Do tego wymagają, by mężczyzna opiekował się domem i gotował.

                Efekt domina, którego raczej się nie spodziewano – ceny mieszkań są horrendalnie wysokie, rodzice zadłużają się praktycznie do śmierci, by spłacać kupione dla dziecka domostwo, a kobiety są maksymalnie próżne i materialistyczne – wiedzą, że mają w kim przebierać. Obecnie bardziej opłaca się mieć córkę, niż syna, dla którego to trzeba przygotować niezły posag, by zainteresowała się nim jakakolwiek kobieta…


 欧阳莲